Msze Św.

Niedziela:
- godz. 8.30
- godz. 10.00
- godz. 11.30

- godz. 15.30

 

Środa:
-godz. 8.00

 

Pozostałe dni:
- godz. 18.00

Niedziela:
- godz. 8.30
- godz. 10.00
- godz. 11.30

- godz. 15.30

 

Środa:
-godz. 8.00

 

Pozostałe dni:
- godz. 18.00

 

BEZPOŚREDNIE PRZYGOTOWANIE DO BIERZMOWANIA 

 

13.09.2017

Wprowadzenie do rekolekcji i bezpośr. przygotowania

20.09.2017

Kim jest i jak działa Duch Święty?

    30.09. - 01.10.2017

WARSZTATY TALITHA KUM

04.10.2017

Obdarowania Ducha Świętego

11.10.2017 18.10.2017

Wprowadzenie do Sakramentu Bierzmowania.                 Moje imię – świadectwo / Próba liturgiczna i muzyczna

23.10.2017

SAKRAMENT POKUTY

24.10.2017

Próba generalna

25.10.2017

BIERZMOWANIE o g. 17.00

 

 

 

 

PYTANIA Z WIADOMOŚCI RELIGIJNYCH

 

 

 

1. Co to jest Pismo św.?

 

Pismo św. jest to zbiór ksiąg napisanych pod natchnieniem Ducha Świętego, który Kościół katolicki przechowuje i podaje jako Objawienie Boże.

 

 

 

2. Co to jest Tradycja?

 

Tradycja, czyli Podanie Ustne jest to zbiór objawionych prawd Bożych nie spisanych przez Apostołów, które Kościół katolicki przechowuje i do wierzenia podaje.

 

 

 

3. Kto to jest Pan Bóg?

 

Pan Bóg jest to duch nieskończenie doskonały, Stworzyciel nieba i ziemi.

 

 

 

4. Kim są Aniołowie?

 

Aniołowie są to duchy, które mają rozum i wolną wolę, ale nie mają ciała.

 

 

 

5. Kto to jest człowiek?

 

Człowiek jest to stworzenie rozumne złożone z ciała i duszy nieśmiertelnej.

 

 

 

6. Dlaczego Pan Bóg stworzył człowieka?

 

Pan Bóg stworzył człowieka, aby Pana Boga znał, czcił, kochał i służył Mu, a przez to osiągnął szczęście wieczne.

 

 

 

7. Kim jest Jezus Chrystus?

 

Jezus Chrystus jest Synem Bożym, który stał się człowiekiem dla naszego

zbawienia.

 

 

 

8. Za kogo cierpiał i umarł Pan Jezus?

 

Pan Jezus cierpiał i umarł za wszystkich ludzi.

 

 

 

9. Co wysłużył nam Pan Jezus przez Swoje cierpienie i Swoją śmierć?

 

Pan Jezus wysłużył nam przez swoje cierpienie i Swoją śmierć niebo i łaski potrzebne do zbawienia.

 

 

 

10. Od czego wybawił nas Pan Jezus?

 

Pan Jezus wybawił nas od grzechu i od potępienia wiecznego.

 

 

 

11. Kim jest Duch Święty?

 

Duch Święty jest to trzecia Osoba Boska, która pochodzi od Ojca i Syna.

 

 

 

12. Co to jest Kościół Katolicki, czyli powszechny?

 

Kościół katolicki, czyli powszechny jest to zjednoczenie chrześcijan, którzy pod najwyższą władzą Papieża dążą do zbawienia przez wyznawanie tej samej wiary i przyjmowanie tych samych Sakramentów św. Kościół jest wspólnotą duchową, Mistycznym Ciałem Chrystusa, Ludem Bożym.

 

 

 

13. Kto jest niewidzialną głową Kościoła?

 

Niewidzialną głową Kościoła jest Jezus Chrystus.

 

 

 

14. Kto jest widzialną głową Kościoła?

 

Widzialną głową Kościoła jest biskup rzymski, czyli Papież.

 

 

 

15. Jaką władzę otrzymał Kościół od Jezusa Chrystusa?

 

Kościół otrzymał od Jezusa Chrystusa trojaką władzę: nauczycielską, kapłańską i pasterską.

 

 

 

16. Kiedy Papież jest nieomylny?

 

Papież jest wówczas nieomylny, gdy jako najwyższy nauczyciel, pasterz

i zwierzchnik naucza wszystkich wiernych prawd wiary i obyczajów.

 

 

 

17. Co to jest Świętych Obcowanie?

 

Świętych Obcowanie jest to duchowa łączność wiernych na ziemi, dusz w  czczczyścu i świętych w niebie.

 

 

 

18. Jakie są ostateczne rzeczy człowieka?

 

Rzeczy ostateczne człowieka to:

1.   śmierć,

2.   sąd Boży,

3.   niebo albo piekło.

 

 

 

19. Co to jest niebo?

 

Niebo jest to stan wiecznej szczęśliwości.

 

 

 

20 Co to jest czyściec?

 

Czyściec jest to stan kary doczesnej po śmierci.

 

 

 

21. Co to jest piekło?

 

Piekło jest to stan wiecznej kary.

 

 

 

22. Co to jest sumienie?

 

Sumienie jest to sąd naszego rozumu, nakazujący postępować zgodnie z prawem Bożym naturalnym i przykazaniami.

 

 

 

23. Co to jest grzech?

 

Grzech jest to świadome i dobrowolne przekroczenie przykazań Bożych lub kościelnych. Jest to zerwanie wspólnoty z Bogiem.

 

 

 

24. Kto popełnia grzech ciężki?

 

Grzech ciężki popełnia ten, kto przekracza przykazania w rzeczy ważnej zupełnie świadomie i dobrowolnie. Jest to zerwanie wspólnoty z Bogiem i odejście od Boga.

 

 

 

25. Kto popełnia grzech lekki?

 

Grzech lekki popełnia ten, kto przekracza przykazania w małej rzeczy lub rzeczy ważnej, ale nie całkiem świadomie i dobrowolnie. Grzech lekki osłabia naszą łączność z Bogiem i pomniejsza świętość Kościoła.

 

 

 

26. Co to jest Łaska Boża?

 

Łaska Boża jest to dar nadprzyrodzony, którego Pan Bóg udziela nam do zbawienia.

 

 

 

27. Co to jest łaska uczynkowa?

 

Łaska uczynkowa jest to pomoc Boża do spełniania dobrych uczynków potrzebnych do zbawienia.

 

 

 

28. Co to jest łaska uświęcająca?

 

Łaska uświęcająca jest to dar Boży, który daje nam życie nadprzyrodzone i czyni nas dziećmi Bożymi.

 

 

 

29. Przez co okazujemy naszą miłość Panu Bogu?

 

Okazujemy naszą miłość Panu Bogu, gdy zachowujemy wiernie wszystkie przykazania i wypełniamy obowiązki naszego stanu.

 

 

 

30. Jak okazujemy bliźniemu naszą miłość?

 

Okazujemy bliźniemu naszą miłość, gdy staramy się o zbawienie jego duszy, dobrze życzymy i pomagamy mu w potrzebie.

 

 

 

31. Co to jest cnota?

 

Cnota jest to stała skłonność do spełniania dobrych uczynków.

 

 

 

32. Jakie są cztery cnoty główne, czyli kardynalne?

 

Są cztery cnoty główne: roztropność, sprawiedliwość, wstrzemięźliwość

i męstwo.

 

 

 

33. Co to jest sakrament?

 

Sakrament jest to znak widzialny, który z ustanowienia Pana Jezusa daje nam łaskę Bożą. W każdym sakramencie następuje spotkanie człowieka z Chrystusem.

 

 

 

34. Co to jest chrzest św.?

 

Chrzest św. jest to pierwszy i najpotrzebniejszy sakrament, który gładzi grzech pierworodny, daje nam życie nadprzyrodzone i czyni nas członkami Kościoła katolickiego.

 

 

 

 

 

 

35. Co to jest bierzmowanie?

 

Bierzmowanie jest to sakrament, w którym Duch Święty umacnia chrześcijanina, aby wiarę swoją mężnie wyznawał, bronił jej i według niej żył.

 

 

 

36. Co to jest Najświętszy Sakrament?

 

Najświętszy Sakrament jest to prawdziwe Ciało i prawdziwa Krew Pana Jezusa pod postaciami chleba i wina.

 

 

 

37. Co to jest Msza święta?

 

Msza święta jest to ofiara Nowego Testamentu, w której Pan Jezus pod postaciami chleba i wina ofiaruje się za nami Swemu Ojcu.

 

 

 

38. Co to jest pokuta?

 

Pokuta jest to sakrament, w którym kapłan w zastępstwie Pana Boga odpuszcza człowiekowi grzechy po chrzcie popełnione.

 

 

 

39. Co to jest namaszczenie chorych?

 

Namaszczenie chorych jest to sakrament, w którym ciężko chorzy otrzymują szczególne łaski, ulgę w cierpieniu, a niekiedy przywrócenie zdrowia.

 

 

 

40. Co to jest kapłaństwo?

 

Kapłaństwo jest to sakrament, który daje władzę składania ofiary Mszy św., udzielania sakramentów św. i łaskę do godnego jej wykonywania.

 

 

 

41. Co to jest małżeństwo?

 

Małżeństwo jest to sakrament, w którym dwoje chrześcijan stanu wolnego zawierają ze sobą nierozerwalny związek i otrzymują łaski do wiernego wypełniania przyjętych obowiązków.

 

 

 

42. Co to są sakramentalia?

 

Sakramentalia są to błogosławieństwa i poświęcenia osób, miejsc i rze­czy, ustanowione przez Kościół. Przez sakramentalia wypraszamy sobie pomoc Bożą.

 

 

 

43. Kim jest Najświętsza Maryja Panna?

 

Najświętsza Maryja Panna jest Matką Chrystusa, Syna Bożego. Czcimy Ją jako Bogarodzicę.

 

 

 

44. Co to znaczy, że Maryja jest naszą Matką i Matką Kościoła?

 

Jest więc naszą najlepszą Orędowniczką u Boga i Pośredniczką łask Bożych. Przez Nią najskuteczniej możemy się zbliżyć do Boga i na­śladować Jezusa.

 

 

FORMUŁA DO ZAPAMIĘTANIA PRZEZ KANDYDATÓW DO BIERZMOWANIA

 

Po Ewangelii - (wszyscy stoją) ks. Proboszcz prosi Biskupa o udzielenie sakramentu bierzmowania

po dialogu Proboszcza z Biskupem, ks. Biskup zwraca się do kandydatów:

Droga młodzieży (Drodzy bracia i siostry), powiedzcie przed zgromadzonym tu Kościołem,

jakich  łask oczekujecie od Boga w tym sakramencie?

Kandydacie odpowiadają: Pragniemy, aby Duch Święty, którego otrzymamy, umocnił nas do mężnego wyznawania wiary, i do postępowania według jej zasad. Amen.

Homilia (kazanie)

Odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Po pytaniach skierowanych do kandydatów, ksiądz Biskup mówi: Taka jest nasza wiara..., ... jest naszą chlubą w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Kandydaci odpowiadają: Amen.

II.

liturgia sakramentu

Włożenie rąk: Biskup odmawia nad bierzmowanymi modlitwę. Odpowiadamy: Amen.

Namaszczenie Krzyżmem św.

Biskup Krzyżmem św. kreśli znak krzyża na czole bierzmowanego i mówi: "N. przyjmij znamię daru Ducha Świętego".

Bierzmowany odpowiada: Amen.

Biskup dodaje: Pokój z tobą. Bierzmowany odpowiada: I z duchem twoim.

 

 

WYWIADY O BIERZMOWANIU Z BISKUPAMI E. DAJCZAKIEM I G. RYSIEM

 

„Daj się zaskoczyć” – bp Edward Dajczak dla Gościa Niedzielnego

 

 

Dzięki uprzejmości p. Marcina Jakimowicza i Redakcji Gościa Niedzielnego publikujemy wywiad z bp. Edwardem Dajczakiem. POLECAMY!

_________________

 

O tym, co zrobić, by bierzmowanie nie było oficjalnym pożegnaniem z Kościołem, i jak dać się zaskoczyć Duchowi Świętemu, z biskupem Edwardem Dajczakiem rozmawia Marcin Jakimowicz.

 

Przed miesiącem byłem świadkiem sceny: gimnazjaliści z agresją wygarnęli księdzu, co sądzą o „parafkach” przed bierzmowaniem. Żaden z nich nie był na Mszy, ale wszyscy ustawili się posłusznie w ogonku do zakrystii. Gdy ksiądz nie chciał niektórym z nich podpisać „dzienniczka”, odpowiedzieli bluzgami…

Główny problem, o który rozbijamy się jako Kościół, to nie parafki, podpisy, pieczątki, ale problem wiary i doświadczenia Pana Boga, którego młodzi nie mają. Szarpiemy się z nimi na pułapie powinności, wymagań, nakazów. Oni chcą to bierzmowanie „zaliczyć” (gdy się zapyta, po co, to zbyt wielu nie potrafi odpowiedzieć, odważniejsi bąkną coś o papierku przed ślubem). Chcą mieć problem z głowy. Zdecydowanie za mało jest tych, którzy motywują bierzmowanie przyjęciem Ducha Świętego. Ten stan musi decydować o treści przygotowania i formach.

Znajomy usłyszał ostatnio rozmowę dwóch dziewczyn. „O Boże, dzisiaj jeszcze to cholerne bierzmowanie” – rzuciła jedna z nich. Czy to nie kwintesencja nastawienia młodego pokolenia do sakramentu ściągającego ogień Ducha?

Prowadziłem kiedyś akademickie rekolekcje w jednym z dominikańskich ośrodków. Rozdałem młodym ankietę, którą sam przygotowałem. Pytałem o to, co zapamiętali z bierzmowania. Odpowiedzi były porażające. Zostało w nich to, co najbardziej męczące: podpisy, pieczątki, sprawdzanie obecności, zaliczenie. Czyli cała sakramentalna biurokracja.

Co mnie zabolało? Oni nie wspominali ani słowem o istocie tego sakramentu! Bierzmowanie jest jak papierek lakmusowy – to faza, w której kończy się etap wiary dziecięcej, a zaczyna wchodzenie w świadome/dojrzałe jej przeżywanie. Młodzi, często bardzo odlegli od osobistego doświadczenia wiary, bywają też przymuszani przez rodziców do przystępowania do bierzmowania. Przychodzą więc zbuntowani do kościoła. W nim wita ich ksiądz rozpoczynający od przedstawienia całej listy zadań i zobowiązań typu: „by przyjąć bierzmowanie, trzeba zaliczyć to i tamto”. Falstart! Nawet jeśli ten ksiądz miał dotąd dobre z nimi relacje, od razu ląduje po przeciwnej stronie.

Czy to pokolenie, które faktycznie „niczego nie musi”?

Dla nich nie istnieje słowo „przymus”. To pokolenie, które może zrezygnować z wielu rzeczy, ale na pewno nie zrezygnuje z wolności. Wszystko, co pachnie przymusem, wywołuje z miejsca alergię, bunt. U tych młodych, wolnych, roszczeniowych (to nasza polska specjalność!) tworzy się barykada i zaczyna przepychanka, walka. Największym problemem dzisiejszej młodzieży jest brak osobistego doświadczenia Boga. Bez niego Bóg jest dla nich często tylko pojęciem.

A katecheta ma kilkanaście spotkań, by zafundować im „doświadczenie Boga”. Co może zrobić?

Opowiem o tym, co my zrobiliśmy w Koszalinie. Przygotowanie do bierzmowania trwa dwa lata.

Nie było oporu materii wśród młodych?

Był, ale raczej wśród księży. (śmiech) Usłyszałem zarzut: „Część odpadnie i nie pójdzie do bierzmowania”. Odpowiedziałem: „A po co mają iść ci, którzy nie mają na to najmniejszej ochoty?”. Staramy się dotrzeć do rodzin tych młodych. Nie jest to proste, ale warto się postarać. Dlaczego? Już odpowiadam… Sceny, które widziałem w tym roku: podczas bierzmowania przy ołtarzu stoi młody człowiek, nie sam, ze świadkiem, rodzeństwem i… rodzicami. Kapłan prosi: „Pomódlcie się teraz za swe dziecko”…

A oni – wiem to z opowiadań księży z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej – zaczynają często płakać. Trzęsą im się ze wzruszenia ręce…

Tak! Naprawdę są wzruszeni, a w oczach pojawiają się łzy. Wielu z nich nigdy nie modliło się ze swoimi dziećmi, a tym bardziej przy ołtarzu. To dla nich nowa płaszczyzna, nieznana rzeczywistość. Zazwyczaj podczas bierzmowania stoją za filarem, w tle, z tyłu kościoła, nic nie widzą i denerwują się, co ten biskup tam tak długo wyczynia. My zapraszamy ich do centrum wydarzeń.

Chętnie przychodzą?

Tak. Jeśli nie można ich ściągnąć ze względu na Jezusa, bo nie pałają zbytnią miłością do Kościoła i jego pasterzy, „haczykiem” jest dziecko! Mówię rodzicom: „Stańcie przy swoim dziecku. Również wtedy, kiedy nie dostaje wam wiary, to przecież wasz syn, wasza córka!”. Zapraszamy młodych na pierwsze, wstępne spotkanie. Z jednej strony organizacyjne, a jednak robimy wszystko, by przerodziło się w modlitwę i krótką konferencję. Drugie spotkanie? Znów dziesięć minut konferencji plus modlitwa. W Wielki Piątek rodzice przekazują swojemu dziecku krzyż. Mocny znak. Niejednemu trzęsą się ręce! Robimy wszystko, by jak najwięcej młodych ludzi przeszło przez doświadczenie żywej wiary, odeszło od nauki na pamięć katechizmowych formułek, a przeszło przez doświadczenie katechumenalne. To istota naszego działania!

Zdumiałem się, gdy na Tyskich Wieczorach Uwielbienia ujrzałem tysiące młodych ludzi. Spodziewałem się wiernych w wieku emerytalnym. A jednak przyszli licealiści. Na charyzmatyczne spotkanie poszli jak w dym.

Mam identyczne doświadczenie. Młodzi garną się do wspólnot, do szczerej modlitwy. Dlatego co drugie spotkanie z kandydatami do bierzmowania jest spotkaniem modlitewnym, uwielbieniowym. Przygotowują je wspólnoty. Świeccy dzielą się w małych grupach swym doświadczeniem wiary. Mówią o wierze, odpowiadają na pytania, starają się wyjaśniać wątpliwości. Okazuje się, że niezwykły owoc przynoszą trzydniowe rekolekcje. Od piątku do niedzielnego obiadu. Prowadzone są językiem młodych. Jesteśmy zdumieni tym, co Bóg jest w stanie zrobić w taki jeden weekend. Często po tych rekolekcjach młodzi tworzą w parafiach grupy modlitewne. Dlatego ważne jest to, by na rekolekcje jechał również ksiądz z ich parafii. Oni nie powinni z takim doświadczeniem Boga pozostać w próżni. Powinni w swojej parafii odnaleźć dla siebie możliwość kontynuacji tego doświadczenia we wspólnotach. Niedostatek żywych wspólnot to ważny problem współczesnego Kościoła. Bo przecież przyjęcie sakramentu ma zainicjować proces wzrastania w wierze…

… a nie być „oficjalnym pożegnaniem z Kościołem w obecności lokalnego biskupa”.

Jeśli z góry przyjmujemy, że bierzmowanie jest celem samym w sobie, to koniec. Finał. Klapa. Nie dziwmy się, jeśli usłyszymy: „Przyjęliśmy bierzmowanie, mamy kwit. O co wam jeszcze chodzi?”. Jeśli młodzi po powrocie z tych rekolekcji trafiają do wspólnot (a wiem z doświadczenia, że trafiają), zmienia się ich droga wzrastania w Kościele. Księża opowiadają, że gdy w czasie tych weekendów jest wystawienie Najświętszego Sakramentu, młodzi potrafią klęczeć w kaplicy do północy. Pan Bóg, który był dla nich dotąd jedynie kolejnym pojęciem, staje się żywą Osobą. Nie meblujmy im więcej głowy! Oni są bombardowani pojęciami, informacjami. Mają ich dość! Muszą doświadczyć żywej obecności! Często powtarzamy, że młodzi nie szukają Boga. Nieprawda! To my nie potrafimy im Go pokazać. Zamiast pomstować i psioczyć na dzisiejszą młodzież, uderzmy się w piersi. Czas mknie w zastraszająco szybkim tempie, a przygotowanie do bierzmowania jest takie jak 20 lat temu. Odpytywanie, pieczątki, sprawdziany…

Gdy rozmawiałem z ojcem Joachimem Badenim, tryskał humorem. Raz jeden jego twarz stała się poważna: gdy opowiadał o bezradnych próbach przekazania doświadczenia religijnego. „Kto tego nie doświadczył, nic nie zrozumie. Nic a nic” – westchnął.

Doskonale go rozumiem. Niezwykle trudno oddać tę rzeczywistość słowami…

Nie czuje się Ksiądz Biskup samotny, opowiadając o tym, co działo się przed rokiem w Koszalinie?

Nie. Bo ta historia mnie niesie! W tym roku powtarzamy te charyzmatyczne rekolekcje. Jesienią zapraszamy ponownie ojców Antonella i Enrique. Będą modlili się z nami w Słupsku, Koszalinie, Pile i w sanktuarium w Skrzatuszu.

Jak Ksiądz Biskup pokonał opór materii wśród kapłanów, którzy na polecenie szefa musieli zaliczyć charyzmatyczne rekolekcje? Podobno była spora blokada…

Tak. Ale jedynie na początku. W czasie rekolekcji Pan mur zburzył. Jako pierwsi rekolekcje przeżywali księża. To oni pękli najpierw. Ten powiew Ducha dotknął najpierw nas! W pierwszej turze rekolekcji uczestniczyło 190 proboszczów. Z tej grupy spora część doświadczyła spoczynku w Duchu. Wielu z nich (często ci, po których nigdy bym się tego nie spodziewał) podchodziło do mnie później i mówiło: „Dziękuję za te rekolekcje!”.

„A słowo Boże rozszerzało się – czytamy w Dziejach Apostolskich – a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę”. (śmiech)

Pan Bóg wiedział, co robi. Pierwszy „padłem” ja. (śmiech) Owoców tych rekolekcji ciągle doświadczamy: w diecezji wyrastają nowe wspólnoty, ożyły parafie. Do Skrzatusza położonego na południowym krańcu diecezji (znad morza trzeba jechać sto kilkadziesiąt kilometrów!) przyjechało pięć tysięcy młodych ludzi! Przypadek? Nie. Owoc powiewu Ducha, którego doświadczyliśmy przed rokiem. Boże, gdybyście słyszeli, jak ta młodzież  się modli!

Czy od kilkunastu lat obserwujemy nad Wisłą „hurtowe” wylanie darów Ducha Świętego? Ludzie często piszą do redakcji: dawniej tego nie było…

Uważam, że tak jest w istocie. To czas łaski…

To dlaczego na Onecie czy w „Newsweeku” Kościół każdego dnia umiera? Już ledwie zipie.

Bo wielu zależy na tym, by on umierał, i robią wszystko, by urządzić mu spektakularny pogrzeb. Na pewno Kościół w Polsce ilościowo topnieje. Statystyki ilościowe to potwierdzają. Natomiast widzę wyraźnie: następuje w nim ogromne ożywienie wiary. Skoro ja to widzę w naszej diecezji, która jest powojenną zbieraniną ludzi z całego kraju, to co dopiero można powiedzieć o całej Polsce!

Naprawdę po waszym koszalińskim wylaniu Ducha Świętego nie spotkał się Ksiądz Biskup z ironią? Pozornie niewinnymi uśmieszkami?

Nie. Za to na każdym kroku widzę owoce tego gestu zawierzenia. Nieustannie spotykam się z młodzieżą. Na czuwaniach, modlitwach, w czasie bierzmowania. Czasami przychodzą i wypalają wprost: „Mogę się przytulić do swego biskupa?”. „Możemy chwilę pogadać?”. W takich chwilach chcę być ich tatą. (śmiech) Jasne, są i tacy (doświadczałem takich sytuacji na Woodstocku i na ulicy), którzy krzykną za tobą: „Ej, czarny”.

I jak na to Ksiądz Biskup reaguje?

Odwracałem się i wołałem: „Stary, życzę ci dobrego dnia, wszystkiego najlepszego!”. Często w takich sytuacjach z tych ludzi uchodzi powietrze, bo po co mają wyzywać kogoś, kto im dobrze życzy?

„Życzę ci dobrze”. Czy to nie klucz do młodego człowieka?

Tak, to klucz. Przestańmy ciągle kruszyć kopie, tupać nogami. Bo temu światu (pojmowanemu według optyki biblijnej) bardzo zależy, by nas – Kościół – wciągnąć w taką walkę. I jeśli się na chwilę „zapomnimy”, tak nas w nią zaangażuje, że nie będziemy mieli czasu na głoszenie Ewangelii.

Pierwszy tydzień pontyfikatu Franciszka był nieustannym szukaniem haka na papieża z Argentyny…

Jak nie junta, to inne skandale. Gdzie by go dorwać? Na czym przyłapać? Jaka była reakcja Franciszka? Nie przejmował się tym. Robił swoje, czyli wskazywał na Jezusa. Nie bawmy się w odbijanie piłeczki – mówmy światu o zwycięstwie Jezusa, wprowadzajmy ludzi w doświadczenie żywego Boga. Przestańmy się tłuc. Ci z zewnątrz zawsze będą polować, szukać dziury w całym. Nas to powinno mało obchodzić. Od czasu do czasu (nie za często!) trzeba podnieść głowę i powiedzieć: „Nieprawda, gadasz głupoty”…

Ale ten rykoszet, to odbijanie piłeczki, nie może być motorem naszego działania?

Nie może. Bo wpadniemy w pułapkę, w błędne koło.

Jak mówić młodym o Bogu? Przyjeżdżają na rekolekcje wyluzowani, ze słuchawkami na uszach, bez noża na gardle. Da im się opowiedzieć historię na śmierć i życie?

Jasne. Wielu z nich ma na uszach słuchawki, zabawa wypełnia ich życie. Ale ogromna część chce czegoś więcej: przyjeżdża słuchać! Widzę, co dzieje się na naszych diecezjalnych rekolekcjach. Młodzi przyjeżdżają doświadczyć obecności żywego Boga. Biskup Pluta już 40 lat temu przekonywał nas: „Jeśli nie pogłębicie Kościoła ludowego, to przyjdą nowinki z Zachodu i wymiotą ludzi ze świątyń. Musicie przeprowadzić ludzi przez doświadczenie wiary”. Uchwyciłem się tych słów. Doświadczenie Boga to o wiele więcej niż tylko emocjonalne przeżycie: sięga aż do głębi doświadczenia duchowego.

To najczęstszy zarzut wobec działań charyzmatycznych: jazda na emocjach. Popłaczecie sobie, poklaszczecie, a potem wracacie do szarej codzienności…

Odpowiadam: „Nieprawda!”. Kto mówi do drugiego człowieka w smutnej melancholijnej tonacji takie cudowne słowa: „Wiesz, kocham cię”? Dlaczego przy takim wyznaniu nie mam rzucić się Bogu na szyję? Czemu nie mogę wzruszyć się przy Panu Jezusie? Pisze do mnie jedna dziewczyna: „Na spotkaniu w Dębowcu opowiadał ksiądz biskup o adoracji. Adoracja? Nuda! Dziesięciu minut nie mogłam wytrzymać. Ale po księdza słowach postanowiłam spróbować. Zaryzykowałam. Poszłam przed Najświętszy Sakrament. I ku mojemu zdziwieniu serce zaczęło bić mi mocniej, w oczach zrobiło się wilgotno, a kiedy zadzwonili na kolejne spotkanie, okazało się, że siedzę przed Jezusem bitą godzinę! Było mi straszliwie żal, że to się urwało, skończyło. Dziś – jestem studentką – nie wyobrażam sobie życia bez minimum godzinnej adoracji tygodniowo”. Poprzesuwaliśmy akcenty. Przyjaźń, miłość możemy przeżywać radośnie, a wiarę, relację z Bogiem jedynie śmiertelnie poważnie?

Czy my nie za dużo już o Nim wiemy? Tyle już przeczytaliśmy, słuchaliśmy setek kazań. Wiemy, jaki jest, i nie pozwalamy, by Jego Duch nas zaskoczył.

Nas w Koszalinie zaskoczył. Przecież nikt nie pisał takiego scenariusza! Przyznam szczerze – te rekolekcje zaczęły się w kaplicy biskupiej. Klęczałem i pytałem: „Co zrobić z jubileuszem diecezji?”. I przyszło światło: czterdzieści lat diecezji to dokładnie ten sam czas, w jakim Izrael szedł przez pustynię do Ziemi Świętej. Wejdźmy i my do naszej Ziemi Obiecanej. Wejdźmy w modlitwę. W diecezji rozpoczęliśmy szturm do nieba podjęty przez wielu ludzi. Trwał wiele miesięcy. Myślę, że gdyby nie on, nie byłoby tylu owoców tych zeszłorocznych rekolekcji i spotkania na stadionie. Nie można przyzwyczaić się do Pana Boga. Trzeba schować kalkulator i dać się zaskoczyć. Jasne, to wymaga odwagi, ale – zapewniam – warto. Nas zaskoczył.

Podczas gdy wielu kręciło głowami: „Cóż może być dobrego z Koszalina?”.

Patrzyłem na twarze naszych księży. Nas samych niezmiernie zdumiewało to, jak bardzo wybudzaliśmy się duchowo. Jak bardzo byliśmy zdumieni tym, co się stało. Otwieraliśmy szeroko oczy (od biskupów począwszy!). Nikt przecież tego nie planował. Te rekolekcje rozpoczęły się na normalnej (specjalnie używam tego słowa) adoracji. Prowadzący rekolekcje poprosił, bym ruszył między ławki z monstrancją i pobłogosławił księży. I tyle. Nic więcej. Powiedziałem: „Ojcze, dobrze, ale zanim ruszę pobłogosławić mych braci, proszę o modlitwę. Proszę o błogosławieństwo”. Nie czułem żadnych odlotów, żadnych wielkich poruszeń, choć jasne, że byłem szczęśliwy, widząc tak modlących się księży. I nagle osunąłem się na ziemię i doświadczyłem spoczynku w Duchu.

Jakie to uczucie?

Ogromnego ciepła, głębokiego pokoju, błogości, niezwykłej bliskości, a następnego dnia Ogrójca i bólu. Kiedy wstałem, wziąłem od ojca Enrique monstrancję i ruszyłem do księży. Paru z nich już leżało na posadzce… A ci mężczyźni to twardzi faceci, stąpający mocno po ziemi i pracujący przez lata na niełatwych parafiach. Oni nie są skłonni do tanich emocji, do sentymentalizmu. To nie są ludzie z grup charyzmatycznych… 190 chłopa… Skoro tak się stało, to znaczy, że ten znak był nam potrzebny.

Kapłan wychodzący z monstrancją do ludzi… Jezus ten sam, ale zmienia się optyka, relacja: mam Go na wyciągnięcie ręki!

Na spotkaniu młodzieżowym w Skrzatuszu wziąłem monstrancję i wszedłem między młodych ludzi. Niosłem Jezusa i błogosławiłem ich, kątem oka widziałem, że co pewien czas ktoś doznawał spoczynku. W ogromnej modlitewnej harmonii i bez żadnej sensacji… Szedłem tak z Panem Jezusem chyba z godzinę! „Po co wychodzić do ludzi?” – zapyta ktoś. Aby mieli Jezusa metr od siebie! By mogli spotkać się z Nim bardzo blisko, twarzą w Twarz!



Rozmowa Łukasza Kaźmierczaka z biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej Grzegorzem Rysiem, o belce podtrzymującej, nadzwyczajnej dyskrecji Ducha Świętego i bierzmowaniu bez szkoły.

Duch Święty – Bóg nieznany?

– Ostatnio ktoś mnie o to pytał, mówiąc o Duchu Świętym właśnie jako o „Wielkim Nieobecnym”. Musiałem zaprotestować i głośno mówić, że On jest Bogiem obecnym. Wszystko w Kościele dzieje się przecież mocą Ducha Świętego i wszystko w naszym życiu wiary dokonuje się Jego mocą – począwszy od samego aktu wiary i każdego aktu modlitwy. Św. Paweł pisze wręcz, że bez Ducha Świętego nikt z nas nie może powiedzieć, że jego Panem jest Jezus. Duch Święty modli się w nas. Ale rzeczywiście, jest w tym wszystkim pewien paradoks.

Paradoks?

– Owszem. Chodzi o zderzenie między absolutnym przekonaniem Kościoła, że wszystko dzieje się mocą Ducha Świętego, a doświadczeniem pewnej Jego niezauważalności. Modlimy się do Ojca, wiemy kim jest Jezus Chrystus, a Duch Święty jest przez nas jakby mniej zauważalny. Ale to jest poniekąd wpisane w osobowość Ducha Świętego.

Bo to Bóg dyskretny?

– Tak, ta Jego dyskrecja zawarta jest również w obrazie biblijnym, który często stosuje się do Ducha Świętego, czyli w obrazie wody. A woda, jak napisał św. Franciszek w Pieśni słonecznej, jest pokorna i czysta. Ta pokora bierze się stąd, że nie zauważamy wody, dopóki nie zaczyna nam jej brakować. Często podaję taki przykład: pijesz herbatę, ale nie mówisz, że pijesz herbatę z wodą, jesz rosół, ale nie pamiętasz, że to tłuszcz z wodą. A bez wody nic się nie da zrobić. Podobnie jest z Duchem Świętym w naszym życiu.

Kiedy zaczynamy zauważać Jego brak?

– Wtedy, kiedy brakuje nam owoców Ducha Świętego: przestajemy być łagodni, cierpliwi, uprzejmi, albo jesteśmy bardzo głęboko uwikłani w grzech, który determinuje w nas rozmaite złe postawy. Wtedy dopiero widzimy, że sami z siebie nie dajemy rady i próbujemy otworzyć się na Ducha Świętego.

Mimo wszystko prowokacyjnie zapytam: mamy chrzest św., mamy Eucharystię – po co nam jeszcze bierzmowanie?

– To tak jakby zapytać, czy potrzebna była Pięćdziesiątnica. Czy nie wystarczy sama śmierć i zmartwychwstanie Pana Jezusa? Odpowiadam: nie, nie wystarczy. Bo Pięćdziesiątnica jest tym momentem, kiedy owoce męki i śmierci Pana Jezusa są niejako aplikowane do każdego człowieka. Ona ma otworzyć nas na te wszystkie miejsca, w których Duch Święty jest, w których działa i w których do nas przychodzi. Ostatnio odnalazłem bardzo piękny tekst Grzegorza Wielkiego. Pisze on, iż Duch Święty sprawia, że wszystko to, co uczynił i powiedział Jezus Chrystus, my wreszcie przyjmujemy do wnętrza.

I co powinniśmy z tym dalej zrobić?

– Duch Święty umacnia nas i dopełnia. Owo umocnienie dotyczy przede wszystkim rzeczywistości posłania, dawania świadectwa. I chyba właśnie to podkreśla się najczęściej, mówiąc, że sakrament bierzmowania jest nam dawany ku wyznawaniu wiary. Nie tyle do jej przyjęcia, co do jej wyznania. A to są dwie różne rzeczy.

W języku polskim najbliżej bierzmowania jest słowo „bierzmo”, czyli belka podtrzymująca.

– To dobre słowo, dające pewne wyobrażenie o istocie sakramentu bierzmowania. Zwłaszcza jeśli ktoś takie bierzmo zobaczy na własne oczy. Można jeszcze takowe obejrzeć w niektórych starych domach. W Krakowie widziałem bierzmo w jednej z kamienic na ulicy Kanoniczej – to właśnie taka potężna belka, która podtrzymuje cały strop i stanowi kluczowy element jego konstrukcji.   

I to jest, zdaje się, najlepsza odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie o celowość bierzmowania.

– Tak, tak, bez tego nic się nie utrzyma. Wszystko wisi w próżni.

Ksiądz Biskup nie lubi, kiedy o bierzmowaniu mówi się „religijna matura” albo „świadectwo religijnej dojrzałości”?

– Nie, to są skojarzenia najgorsze z możliwych. Jeśli traktujemy ten sakrament właśnie jako swego rodzaju maturę, to go ustawiamy w zupełnie fałszywej perspektywie czegoś na kształt nagrody za wypełnione zadanie.

Z reguły wygląda to tak, że najpierw jest kilka lat przygotowań katechetycznych, potem następuje jakaś forma egzaminu, wypełnienie pewnych zobowiązań religijnych, udział w określonych nabożeństwach. Jeśli ktoś to wszystko wypełni, wówczas otrzymuje zaświadczenie o „dojrzałości religijnej”, czyli właśnie sakrament bierzmowania. To jest złe myślenie, dlatego, że ten człowiek ma poczucie, ze „zasłużył” sobie na dar Ducha Świętego. Mamy więc do czynienia z jakimś rodzajem symonii – mniej czy bardziej świadomej – poczuciem, że „kupiłem” sobie ten sakrament takimi czy innymi zasługami.

I wtedy robi się niebezpiecznie handlowo…

– Dlatego też, jeśli w ogóle możemy mówić o jakiejś „cenie” za to, że otrzymaliśmy Ducha Świętego, to jest nią śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. „Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was” (J 16, 5–11) – mówi Chrystus Pan. Bardzo pięknie napisał o tym Jan Paweł II w Dominum et vivificantem, stwierdzając, że Duch Święty jest nam dany właśnie za cenę odejścia Jezusa Chrystusa.

I jeszcze jedna ważna rzecz: owo postrzeganie bierzmowania w kategoriach „świadectwa religijnej dojrzałości” może prowadzić także do błędnego myślenia, że skoro wszedłem na taki wysoki szczyt, to teraz mam prawo sobie odpocząć. A to jakoś ogranicza dalszą perspektywę.

Jakie jest antidotum na tego typu błędne myślenie?

– Przeżycie sakramentu bierzmowania jako sakramentu obdarowania. Otrzymuję wielki dar, który z jednej strony wymaga ode mnie jakiejś wzajemności i odpowiedzi na niego, ale z drugiej jest to dar, który mnie uruchamia, wyzwala we mnie nowe, nieznane wcześniej możliwości.

Nam jest potrzebne właściwe rozumienie Pana Boga działającego w sakramentach. Bo sakrament to widzialny znak niewidzialnej łaski, a układając go na poziomie handlu wymiennego, samo pojęcie „łaski” czynimy bezsensownym. Mówimy łaska, ale myślimy zasługa. I to jest poważny problem, ponieważ dotyka całego naszego pojmowania Pana Boga.

Wracamy zatem do kwestii dobrego przygotowania do bierzmowania.    

– Ale nie chodzi tutaj wcale o to, aby nagle całkiem zrezygnować ze wspomnianego wcześniej przygotowania katechetycznego. Kandydatowi trzeba pokazać, że wszystkie te rzeczy, które musi „zrobić” czy „zaliczyć”, nie są ceną za otrzymanie bierzmowania, ale mają go po prostu otworzyć na przyjęcie Ducha Świętego.

My jesteśmy za bardzo przyzwyczajeni do tej formuły, że sakramenty działają własną mocą. Owszem, tak, ale szklanka, która jest zakryta, nigdy nie będzie napełniona. Nawet jeżeli wylejemy na nią pięć litrów wody, to i tak do tej szklanki nic się nie przedostanie.

Bez otwarcia człowieka ani rusz?

– Ani rusz. I dlatego tak ważne dla każdego kandydata jest osobiste doświadczenie Boga, rozumienie Go, wejście z Nim w relację, w komunię. A dokąd nie ma tego doświadczenia, to jesteśmy w kropce.

Ale w tłumie kandydatów do bierzmowania trudno o jakieś głębsze przeżycia.

– Jestem przekonany, że to przygotowanie powinno mieć coraz bardziej

zindywidualizowany i personalny charakter. Im bardziej się zejdzie na poziom osobisty, tym lepiej. Ostatecznie chodzi tu przecież o osobiste spotkanie z Panem Bogiem. I to się gdzieniegdzie już dzieje. Całkiem niedawno miałem dwa takie doświadczenia. Pierwsze: w jednej z parafii krakowskich prowadzone było seminarium Odnowy Wiary i w jego ramach siedmiu mężczyzn przygotowywało się właśnie do przyjęcia sakramentu bierzmowania – najstarszy z nich był ponad siedemdziesięcioletni, najmłodszy dwudziestoletni. To było ogromne bogactwo, oni mogli wzajemnie przekazywać sobie własne doświadczenia, pokazywać, jakie są wyzwania wieku młodego, a jakie starszego. To było piękne doświadczenie wspólnoty.

A druga sytuacja?

– Bierzmowałem w Holandii wśród tamtejszej Polonii, również w bardzo zróżnicowanym wiekowo gronie kandydatów. Co charakterystyczne, w takiej sytuacji nikt jakoś nie mówi, jakie te  przygotowania są ciężkie i wymagające. I właśnie w Holandii słyszałem o młodym człowieku, który jeździł co tydzień na katechezy, trzykrotnie przesiadając się z pociągu w pociąg, żeby tylko na nich być. Jeżeli teraz powiedziałbym młodym ludziom, którzy u nas w Polsce idą do bierzmowania trochę na zasadzie obowiązkowej – bo są akurat w klasie, w której jest bierzmowanie – że mają pokonać takie przeszkody, no to zaczęliby się śmiać.

I to wniebogłosy…

– Dlatego też potrzebne jest podejście personalistyczne, a kluczem jest właśnie to, co się nazywa ewangelizacją. Ewangelizacja jest skierowana do osoby, a nie do klasy. I myślę, że trzeba zrobić wszystko, żeby przygotowanie do bierzmowania i samo bierzmowanie nie kojarzyło się jednoznacznie ze szkołą. Nawet jeżeli dzieje się to w określonej grupie wiekowej, to wyraźnie trzeba pokazywać, że to jest przygotowanie, które dokonuje się we wspólnocie wiary, jaką jest parafia. To nie może być tak, że przygotowanie odbywa się wyłącznie poprzez szkolną katechezę.

Jeszcze jakieś inne „zabezpieczenia”?

– Bp Edward Dajczak słusznie zauważył niedawno, że co drugie spotkanie przygotowujące do bierzmowania powinno mieć charakter modlitewny. Bo jeżeli tego nie ma, to zabieramy młodemu człowiekowi doświadczenie Pana Boga. Przy czym ten „charakter modlitewny” nie musi oznaczać od razu takiego czy innego nabożeństwa. Warto zastanowić się, jakie formy modlitwy są rzeczywiście tym młodym ludziom potrzebne. Oni tak naprawdę potrzebują szkoły modlitwy, a nie „zaliczenia” jednego czy drugiego nabożeństwa.

Może za mało mówimy też o darach Ducha Świętego? A przecież to jest nasz „zysk”.

– Zyskiem jest sam Duch Święty. Kluczem do naszej wiary jest słowo obietnica – i tak jest od czasów Abrahama. Tak, Abraham jest człowiekiem obietnicy, któremu Bóg obiecał ziemię i potomstwo. I to go popchnęło do wyjścia z Ur chaldejskiego. A dla nas obietnicą jest sam Duch Święty. Chrystus mówi: „Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca” (Łk 24, 49).

Wspomnianym „zyskiem” jest wszystko to, co komunia z Bogiem w Duchu Świętym może wygenerować z człowieka – przede wszystkim postawa miłości, tej, która się nazywa agape. A to jest obietnica absolutnie wyjątkowa.

I wyjątkowa Miłość

– Bardzo pięknie opisuje to Benedykt XVI w Deus caritas est. Człowiek ma doświadczenie miłości, której nikt nie musi go uczyć. Bo czy ktoś poucza dziadków, jak się kocha wnuki? Albo czy ktoś musi uczyć miłości dwojga zafascynowanych sobą młodych ludzi?

Ale jest też miłość, której się człowiek nie nauczy, nie wyćwiczy w sobie. To jest miłość w stosunku do nieprzyjaciół, miłość, jaką potrafią okazać męczennicy swoim mordercom. Taka miłość przekracza zwyczajne ludzkie zdolności. Ona jest nam dawana przez Ducha Świętego. I Kościół zawsze miał poczucie, że to jest doświadczenie obdarowania.

Słyszałem jedno z kazań, kiedy Ksiądz Biskup mówił bierzmowanym o męczeństwie św. Perpetui i św. Felicyty. W kościele była cisza jak makiem zasiał.

– A jeszcze większa cisza panuje, kiedy opowiada się np. o św. Cyprianie albo św. Polikarpie, po którego przyszli żandarmi, a on ich przyjął kolacją. Zawsze jest cisza, kiedy się mówi o męczennikach.

My właściwie przeżywamy dziś to, czego doświadczał starożytny Kościół, który nieraz w trakcie liturgii czytał po prostu stenogramy z przesłuchań albo suche relacje o męczeństwie, bez żadnej dodatkowej teologicznej refleksji. I to działało samo przez się. Dlatego też potem władze rzymskie kazały natychmiast konfiskować te zapisy, wiedząc, że to jest prawdziwa iskra na proch.

I pomyśleć, że niektórzy nazywają bierzmowanie „sakramentem z opóźnionym zapłonem”.

– Przyjęcie Ducha Świętego jest jednorazowe, ale nie dokonane raz na zawsze. To nie jest statyczne doświadczenie – ta Woda jest żywa, ciągle przynosi coś nowego. W tym sensie nie jest to opóźnione działanie, tylko nieustanne działanie. Wzmacniające i narastające – tak jak woda ze źródła robi się w końcu rzeką albo wodospadem.

 

 

 

BEZPOŚREDNIE PRZYGOTOWANIE DO BIERZMOWANIA 

 

13.09.2017

Wprowadzenie do rekolekcji i bezpośr. przygotowania

20.09.2017

Kim jest i jak działa Duch Święty?

    30.09. - 01.10.2017

WARSZTATY TALITHA KUM

04.10.2017

Obdarowania Ducha Świętego

11.10.2017 18.10.2017

Wprowadzenie do Sakramentu Bierzmowania.                 Moje imię – świadectwo / Próba liturgiczna i muzyczna

23.10.2017

SAKRAMENT POKUTY

24.10.2017

Próba generalna

25.10.2017

BIERZMOWANIE o g. 17.00

 

 

 

 

PYTANIA Z WIADOMOŚCI RELIGIJNYCH

 

 

 

1. Co to jest Pismo św.?

 

Pismo św. jest to zbiór ksiąg napisanych pod natchnieniem Ducha Świętego, który Kościół katolicki przechowuje i podaje jako Objawienie Boże.

 

 

 

2. Co to jest Tradycja?

 

Tradycja, czyli Podanie Ustne jest to zbiór objawionych prawd Bożych nie spisanych przez Apostołów, które Kościół katolicki przechowuje i do wierzenia podaje.

 

 

 

3. Kto to jest Pan Bóg?

 

Pan Bóg jest to duch nieskończenie doskonały, Stworzyciel nieba i ziemi.

 

 

 

4. Kim są Aniołowie?

 

Aniołowie są to duchy, które mają rozum i wolną wolę, ale nie mają ciała.

 

 

 

5. Kto to jest człowiek?

 

Człowiek jest to stworzenie rozumne złożone z ciała i duszy nieśmiertelnej.

 

 

 

6. Dlaczego Pan Bóg stworzył człowieka?

 

Pan Bóg stworzył człowieka, aby Pana Boga znał, czcił, kochał i służył Mu, a przez to osiągnął szczęście wieczne.

 

 

 

7. Kim jest Jezus Chrystus?

 

Jezus Chrystus jest Synem Bożym, który stał się człowiekiem dla naszego

zbawienia.

 

 

 

8. Za kogo cierpiał i umarł Pan Jezus?

 

Pan Jezus cierpiał i umarł za wszystkich ludzi.

 

 

 

9. Co wysłużył nam Pan Jezus przez Swoje cierpienie i Swoją śmierć?

 

Pan Jezus wysłużył nam przez swoje cierpienie i Swoją śmierć niebo i łaski potrzebne do zbawienia.

 

 

 

10. Od czego wybawił nas Pan Jezus?

 

Pan Jezus wybawił nas od grzechu i od potępienia wiecznego.

 

 

 

11. Kim jest Duch Święty?

 

Duch Święty jest to trzecia Osoba Boska, która pochodzi od Ojca i Syna.

 

 

 

12. Co to jest Kościół Katolicki, czyli powszechny?

 

Kościół katolicki, czyli powszechny jest to zjednoczenie chrześcijan, którzy pod najwyższą władzą Papieża dążą do zbawienia przez wyznawanie tej samej wiary i przyjmowanie tych samych Sakramentów św. Kościół jest wspólnotą duchową, Mistycznym Ciałem Chrystusa, Ludem Bożym.

 

 

 

13. Kto jest niewidzialną głową Kościoła?

 

Niewidzialną głową Kościoła jest Jezus Chrystus.

 

 

 

14. Kto jest widzialną głową Kościoła?

 

Widzialną głową Kościoła jest biskup rzymski, czyli Papież.

 

 

 

15. Jaką władzę otrzymał Kościół od Jezusa Chrystusa?

 

Kościół otrzymał od Jezusa Chrystusa trojaką władzę: nauczycielską, kapłańską i pasterską.

 

 

 

16. Kiedy Papież jest nieomylny?

 

Papież jest wówczas nieomylny, gdy jako najwyższy nauczyciel, pasterz

i zwierzchnik naucza wszystkich wiernych prawd wiary i obyczajów.

 

 

 

17. Co to jest Świętych Obcowanie?

 

Świętych Obcowanie jest to duchowa łączność wiernych na ziemi, dusz w  czczczyścu i świętych w niebie.

 

 

 

18. Jakie są ostateczne rzeczy człowieka?

 

Rzeczy ostateczne człowieka to:

1.   śmierć,

2.   sąd Boży,

3.   niebo albo piekło.

 

 

 

19. Co to jest niebo?

 

Niebo jest to stan wiecznej szczęśliwości.

 

 

 

20 Co to jest czyściec?

 

Czyściec jest to stan kary doczesnej po śmierci.

 

 

 

21. Co to jest piekło?

 

Piekło jest to stan wiecznej kary.

 

 

 

22. Co to jest sumienie?

 

Sumienie jest to sąd naszego rozumu, nakazujący postępować zgodnie z prawem Bożym naturalnym i przykazaniami.

 

 

 

23. Co to jest grzech?

 

Grzech jest to świadome i dobrowolne przekroczenie przykazań Bożych lub kościelnych. Jest to zerwanie wspólnoty z Bogiem.

 

 

 

24. Kto popełnia grzech ciężki?

 

Grzech ciężki popełnia ten, kto przekracza przykazania w rzeczy ważnej zupełnie świadomie i dobrowolnie. Jest to zerwanie wspólnoty z Bogiem i odejście od Boga.

 

 

 

25. Kto popełnia grzech lekki?

 

Grzech lekki popełnia ten, kto przekracza przykazania w małej rzeczy lub rzeczy ważnej, ale nie całkiem świadomie i dobrowolnie. Grzech lekki osłabia naszą łączność z Bogiem i pomniejsza świętość Kościoła.

 

 

 

26. Co to jest Łaska Boża?

 

Łaska Boża jest to dar nadprzyrodzony, którego Pan Bóg udziela nam do zbawienia.

 

 

 

27. Co to jest łaska uczynkowa?

 

Łaska uczynkowa jest to pomoc Boża do spełniania dobrych uczynków potrzebnych do zbawienia.

 

 

 

28. Co to jest łaska uświęcająca?

 

Łaska uświęcająca jest to dar Boży, który daje nam życie nadprzyrodzone i czyni nas dziećmi Bożymi.

 

 

 

29. Przez co okazujemy naszą miłość Panu Bogu?

 

Okazujemy naszą miłość Panu Bogu, gdy zachowujemy wiernie wszystkie przykazania i wypełniamy obowiązki naszego stanu.

 

 

 

30. Jak okazujemy bliźniemu naszą miłość?

 

Okazujemy bliźniemu naszą miłość, gdy staramy się o zbawienie jego duszy, dobrze życzymy i pomagamy mu w potrzebie.

 

 

 

31. Co to jest cnota?

 

Cnota jest to stała skłonność do spełniania dobrych uczynków.

 

 

 

32. Jakie są cztery cnoty główne, czyli kardynalne?

 

Są cztery cnoty główne: roztropność, sprawiedliwość, wstrzemięźliwość

i męstwo.

 

 

 

33. Co to jest sakrament?

 

Sakrament jest to znak widzialny, który z ustanowienia Pana Jezusa daje nam łaskę Bożą. W każdym sakramencie następuje spotkanie człowieka z Chrystusem.

 

 

 

34. Co to jest chrzest św.?

 

Chrzest św. jest to pierwszy i najpotrzebniejszy sakrament, który gładzi grzech pierworodny, daje nam życie nadprzyrodzone i czyni nas członkami Kościoła katolickiego.

 

 

 

 

 

 

35. Co to jest bierzmowanie?

 

Bierzmowanie jest to sakrament, w którym Duch Święty umacnia chrześcijanina, aby wiarę swoją mężnie wyznawał, bronił jej i według niej żył.

 

 

 

36. Co to jest Najświętszy Sakrament?

 

Najświętszy Sakrament jest to prawdziwe Ciało i prawdziwa Krew Pana Jezusa pod postaciami chleba i wina.

 

 

 

37. Co to jest Msza święta?

 

Msza święta jest to ofiara Nowego Testamentu, w której Pan Jezus pod postaciami chleba i wina ofiaruje się za nami Swemu Ojcu.

 

 

 

38. Co to jest pokuta?

 

Pokuta jest to sakrament, w którym kapłan w zastępstwie Pana Boga odpuszcza człowiekowi grzechy po chrzcie popełnione.

 

 

 

39. Co to jest namaszczenie chorych?

 

Namaszczenie chorych jest to sakrament, w którym ciężko chorzy otrzymują szczególne łaski, ulgę w cierpieniu, a niekiedy przywrócenie zdrowia.

 

 

 

40. Co to jest kapłaństwo?

 

Kapłaństwo jest to sakrament, który daje władzę składania ofiary Mszy św., udzielania sakramentów św. i łaskę do godnego jej wykonywania.

 

 

 

41. Co to jest małżeństwo?

 

Małżeństwo jest to sakrament, w którym dwoje chrześcijan stanu wolnego zawierają ze sobą nierozerwalny związek i otrzymują łaski do wiernego wypełniania przyjętych obowiązków.

 

 

 

42. Co to są sakramentalia?

 

Sakramentalia są to błogosławieństwa i poświęcenia osób, miejsc i rze­czy, ustanowione przez Kościół. Przez sakramentalia wypraszamy sobie pomoc Bożą.

 

 

 

43. Kim jest Najświętsza Maryja Panna?

 

Najświętsza Maryja Panna jest Matką Chrystusa, Syna Bożego. Czcimy Ją jako Bogarodzicę.

 

 

 

44. Co to znaczy, że Maryja jest naszą Matką i Matką Kościoła?

 

Jest więc naszą najlepszą Orędowniczką u Boga i Pośredniczką łask Bożych. Przez Nią najskuteczniej możemy się zbliżyć do Boga i na­śladować Jezusa.

 

 

FORMUŁA DO ZAPAMIĘTANIA PRZEZ KANDYDATÓW DO BIERZMOWANIA

 

Po Ewangelii - (wszyscy stoją) ks. Proboszcz prosi Biskupa o udzielenie sakramentu bierzmowania

po dialogu Proboszcza z Biskupem, ks. Biskup zwraca się do kandydatów:

Droga młodzieży (Drodzy bracia i siostry), powiedzcie przed zgromadzonym tu Kościołem,

jakich  łask oczekujecie od Boga w tym sakramencie?

Kandydacie odpowiadają: Pragniemy, aby Duch Święty, którego otrzymamy, umocnił nas do mężnego wyznawania wiary, i do postępowania według jej zasad. Amen.

Homilia (kazanie)

Odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Po pytaniach skierowanych do kandydatów, ksiądz Biskup mówi: Taka jest nasza wiara..., ... jest naszą chlubą w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Kandydaci odpowiadają: Amen.

II.

liturgia sakramentu

Włożenie rąk: Biskup odmawia nad bierzmowanymi modlitwę. Odpowiadamy: Amen.

Namaszczenie Krzyżmem św.

Biskup Krzyżmem św. kreśli znak krzyża na czole bierzmowanego i mówi: "N. przyjmij znamię daru Ducha Świętego".

Bierzmowany odpowiada: Amen.

Biskup dodaje: Pokój z tobą. Bierzmowany odpowiada: I z duchem twoim.

 

 

WYWIADY O BIERZMOWANIU Z BISKUPAMI E. DAJCZAKIEM I G. RYSIEM

 

„Daj się zaskoczyć” – bp Edward Dajczak dla Gościa Niedzielnego

 

 

Dzięki uprzejmości p. Marcina Jakimowicza i Redakcji Gościa Niedzielnego publikujemy wywiad z bp. Edwardem Dajczakiem. POLECAMY!

_________________

 

O tym, co zrobić, by bierzmowanie nie było oficjalnym pożegnaniem z Kościołem, i jak dać się zaskoczyć Duchowi Świętemu, z biskupem Edwardem Dajczakiem rozmawia Marcin Jakimowicz.

 

Przed miesiącem byłem świadkiem sceny: gimnazjaliści z agresją wygarnęli księdzu, co sądzą o „parafkach” przed bierzmowaniem. Żaden z nich nie był na Mszy, ale wszyscy ustawili się posłusznie w ogonku do zakrystii. Gdy ksiądz nie chciał niektórym z nich podpisać „dzienniczka”, odpowiedzieli bluzgami…

Główny problem, o który rozbijamy się jako Kościół, to nie parafki, podpisy, pieczątki, ale problem wiary i doświadczenia Pana Boga, którego młodzi nie mają. Szarpiemy się z nimi na pułapie powinności, wymagań, nakazów. Oni chcą to bierzmowanie „zaliczyć” (gdy się zapyta, po co, to zbyt wielu nie potrafi odpowiedzieć, odważniejsi bąkną coś o papierku przed ślubem). Chcą mieć problem z głowy. Zdecydowanie za mało jest tych, którzy motywują bierzmowanie przyjęciem Ducha Świętego. Ten stan musi decydować o treści przygotowania i formach.

Znajomy usłyszał ostatnio rozmowę dwóch dziewczyn. „O Boże, dzisiaj jeszcze to cholerne bierzmowanie” – rzuciła jedna z nich. Czy to nie kwintesencja nastawienia młodego pokolenia do sakramentu ściągającego ogień Ducha?

Prowadziłem kiedyś akademickie rekolekcje w jednym z dominikańskich ośrodków. Rozdałem młodym ankietę, którą sam przygotowałem. Pytałem o to, co zapamiętali z bierzmowania. Odpowiedzi były porażające. Zostało w nich to, co najbardziej męczące: podpisy, pieczątki, sprawdzanie obecności, zaliczenie. Czyli cała sakramentalna biurokracja.

Co mnie zabolało? Oni nie wspominali ani słowem o istocie tego sakramentu! Bierzmowanie jest jak papierek lakmusowy – to faza, w której kończy się etap wiary dziecięcej, a zaczyna wchodzenie w świadome/dojrzałe jej przeżywanie. Młodzi, często bardzo odlegli od osobistego doświadczenia wiary, bywają też przymuszani przez rodziców do przystępowania do bierzmowania. Przychodzą więc zbuntowani do kościoła. W nim wita ich ksiądz rozpoczynający od przedstawienia całej listy zadań i zobowiązań typu: „by przyjąć bierzmowanie, trzeba zaliczyć to i tamto”. Falstart! Nawet jeśli ten ksiądz miał dotąd dobre z nimi relacje, od razu ląduje po przeciwnej stronie.

Czy to pokolenie, które faktycznie „niczego nie musi”?

Dla nich nie istnieje słowo „przymus”. To pokolenie, które może zrezygnować z wielu rzeczy, ale na pewno nie zrezygnuje z wolności. Wszystko, co pachnie przymusem, wywołuje z miejsca alergię, bunt. U tych młodych, wolnych, roszczeniowych (to nasza polska specjalność!) tworzy się barykada i zaczyna przepychanka, walka. Największym problemem dzisiejszej młodzieży jest brak osobistego doświadczenia Boga. Bez niego Bóg jest dla nich często tylko pojęciem.

A katecheta ma kilkanaście spotkań, by zafundować im „doświadczenie Boga”. Co może zrobić?

Opowiem o tym, co my zrobiliśmy w Koszalinie. Przygotowanie do bierzmowania trwa dwa lata.

Nie było oporu materii wśród młodych?

Był, ale raczej wśród księży. (śmiech) Usłyszałem zarzut: „Część odpadnie i nie pójdzie do bierzmowania”. Odpowiedziałem: „A po co mają iść ci, którzy nie mają na to najmniejszej ochoty?”. Staramy się dotrzeć do rodzin tych młodych. Nie jest to proste, ale warto się postarać. Dlaczego? Już odpowiadam… Sceny, które widziałem w tym roku: podczas bierzmowania przy ołtarzu stoi młody człowiek, nie sam, ze świadkiem, rodzeństwem i… rodzicami. Kapłan prosi: „Pomódlcie się teraz za swe dziecko”…

A oni – wiem to z opowiadań księży z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej – zaczynają często płakać. Trzęsą im się ze wzruszenia ręce…

Tak! Naprawdę są wzruszeni, a w oczach pojawiają się łzy. Wielu z nich nigdy nie modliło się ze swoimi dziećmi, a tym bardziej przy ołtarzu. To dla nich nowa płaszczyzna, nieznana rzeczywistość. Zazwyczaj podczas bierzmowania stoją za filarem, w tle, z tyłu kościoła, nic nie widzą i denerwują się, co ten biskup tam tak długo wyczynia. My zapraszamy ich do centrum wydarzeń.

Chętnie przychodzą?

Tak. Jeśli nie można ich ściągnąć ze względu na Jezusa, bo nie pałają zbytnią miłością do Kościoła i jego pasterzy, „haczykiem” jest dziecko! Mówię rodzicom: „Stańcie przy swoim dziecku. Również wtedy, kiedy nie dostaje wam wiary, to przecież wasz syn, wasza córka!”. Zapraszamy młodych na pierwsze, wstępne spotkanie. Z jednej strony organizacyjne, a jednak robimy wszystko, by przerodziło się w modlitwę i krótką konferencję. Drugie spotkanie? Znów dziesięć minut konferencji plus modlitwa. W Wielki Piątek rodzice przekazują swojemu dziecku krzyż. Mocny znak. Niejednemu trzęsą się ręce! Robimy wszystko, by jak najwięcej młodych ludzi przeszło przez doświadczenie żywej wiary, odeszło od nauki na pamięć katechizmowych formułek, a przeszło przez doświadczenie katechumenalne. To istota naszego działania!

Zdumiałem się, gdy na Tyskich Wieczorach Uwielbienia ujrzałem tysiące młodych ludzi. Spodziewałem się wiernych w wieku emerytalnym. A jednak przyszli licealiści. Na charyzmatyczne spotkanie poszli jak w dym.

Mam identyczne doświadczenie. Młodzi garną się do wspólnot, do szczerej modlitwy. Dlatego co drugie spotkanie z kandydatami do bierzmowania jest spotkaniem modlitewnym, uwielbieniowym. Przygotowują je wspólnoty. Świeccy dzielą się w małych grupach swym doświadczeniem wiary. Mówią o wierze, odpowiadają na pytania, starają się wyjaśniać wątpliwości. Okazuje się, że niezwykły owoc przynoszą trzydniowe rekolekcje. Od piątku do niedzielnego obiadu. Prowadzone są językiem młodych. Jesteśmy zdumieni tym, co Bóg jest w stanie zrobić w taki jeden weekend. Często po tych rekolekcjach młodzi tworzą w parafiach grupy modlitewne. Dlatego ważne jest to, by na rekolekcje jechał również ksiądz z ich parafii. Oni nie powinni z takim doświadczeniem Boga pozostać w próżni. Powinni w swojej parafii odnaleźć dla siebie możliwość kontynuacji tego doświadczenia we wspólnotach. Niedostatek żywych wspólnot to ważny problem współczesnego Kościoła. Bo przecież przyjęcie sakramentu ma zainicjować proces wzrastania w wierze…

… a nie być „oficjalnym pożegnaniem z Kościołem w obecności lokalnego biskupa”.

Jeśli z góry przyjmujemy, że bierzmowanie jest celem samym w sobie, to koniec. Finał. Klapa. Nie dziwmy się, jeśli usłyszymy: „Przyjęliśmy bierzmowanie, mamy kwit. O co wam jeszcze chodzi?”. Jeśli młodzi po powrocie z tych rekolekcji trafiają do wspólnot (a wiem z doświadczenia, że trafiają), zmienia się ich droga wzrastania w Kościele. Księża opowiadają, że gdy w czasie tych weekendów jest wystawienie Najświętszego Sakramentu, młodzi potrafią klęczeć w kaplicy do północy. Pan Bóg, który był dla nich dotąd jedynie kolejnym pojęciem, staje się żywą Osobą. Nie meblujmy im więcej głowy! Oni są bombardowani pojęciami, informacjami. Mają ich dość! Muszą doświadczyć żywej obecności! Często powtarzamy, że młodzi nie szukają Boga. Nieprawda! To my nie potrafimy im Go pokazać. Zamiast pomstować i psioczyć na dzisiejszą młodzież, uderzmy się w piersi. Czas mknie w zastraszająco szybkim tempie, a przygotowanie do bierzmowania jest takie jak 20 lat temu. Odpytywanie, pieczątki, sprawdziany…

Gdy rozmawiałem z ojcem Joachimem Badenim, tryskał humorem. Raz jeden jego twarz stała się poważna: gdy opowiadał o bezradnych próbach przekazania doświadczenia religijnego. „Kto tego nie doświadczył, nic nie zrozumie. Nic a nic” – westchnął.

Doskonale go rozumiem. Niezwykle trudno oddać tę rzeczywistość słowami…

Nie czuje się Ksiądz Biskup samotny, opowiadając o tym, co działo się przed rokiem w Koszalinie?

Nie. Bo ta historia mnie niesie! W tym roku powtarzamy te charyzmatyczne rekolekcje. Jesienią zapraszamy ponownie ojców Antonella i Enrique. Będą modlili się z nami w Słupsku, Koszalinie, Pile i w sanktuarium w Skrzatuszu.

Jak Ksiądz Biskup pokonał opór materii wśród kapłanów, którzy na polecenie szefa musieli zaliczyć charyzmatyczne rekolekcje? Podobno była spora blokada…

Tak. Ale jedynie na początku. W czasie rekolekcji Pan mur zburzył. Jako pierwsi rekolekcje przeżywali księża. To oni pękli najpierw. Ten powiew Ducha dotknął najpierw nas! W pierwszej turze rekolekcji uczestniczyło 190 proboszczów. Z tej grupy spora część doświadczyła spoczynku w Duchu. Wielu z nich (często ci, po których nigdy bym się tego nie spodziewał) podchodziło do mnie później i mówiło: „Dziękuję za te rekolekcje!”.

„A słowo Boże rozszerzało się – czytamy w Dziejach Apostolskich – a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę”. (śmiech)

Pan Bóg wiedział, co robi. Pierwszy „padłem” ja. (śmiech) Owoców tych rekolekcji ciągle doświadczamy: w diecezji wyrastają nowe wspólnoty, ożyły parafie. Do Skrzatusza położonego na południowym krańcu diecezji (znad morza trzeba jechać sto kilkadziesiąt kilometrów!) przyjechało pięć tysięcy młodych ludzi! Przypadek? Nie. Owoc powiewu Ducha, którego doświadczyliśmy przed rokiem. Boże, gdybyście słyszeli, jak ta młodzież  się modli!

Czy od kilkunastu lat obserwujemy nad Wisłą „hurtowe” wylanie darów Ducha Świętego? Ludzie często piszą do redakcji: dawniej tego nie było…

Uważam, że tak jest w istocie. To czas łaski…

To dlaczego na Onecie czy w „Newsweeku” Kościół każdego dnia umiera? Już ledwie zipie.

Bo wielu zależy na tym, by on umierał, i robią wszystko, by urządzić mu spektakularny pogrzeb. Na pewno Kościół w Polsce ilościowo topnieje. Statystyki ilościowe to potwierdzają. Natomiast widzę wyraźnie: następuje w nim ogromne ożywienie wiary. Skoro ja to widzę w naszej diecezji, która jest powojenną zbieraniną ludzi z całego kraju, to co dopiero można powiedzieć o całej Polsce!

Naprawdę po waszym koszalińskim wylaniu Ducha Świętego nie spotkał się Ksiądz Biskup z ironią? Pozornie niewinnymi uśmieszkami?

Nie. Za to na każdym kroku widzę owoce tego gestu zawierzenia. Nieustannie spotykam się z młodzieżą. Na czuwaniach, modlitwach, w czasie bierzmowania. Czasami przychodzą i wypalają wprost: „Mogę się przytulić do swego biskupa?”. „Możemy chwilę pogadać?”. W takich chwilach chcę być ich tatą. (śmiech) Jasne, są i tacy (doświadczałem takich sytuacji na Woodstocku i na ulicy), którzy krzykną za tobą: „Ej, czarny”.

I jak na to Ksiądz Biskup reaguje?

Odwracałem się i wołałem: „Stary, życzę ci dobrego dnia, wszystkiego najlepszego!”. Często w takich sytuacjach z tych ludzi uchodzi powietrze, bo po co mają wyzywać kogoś, kto im dobrze życzy?

„Życzę ci dobrze”. Czy to nie klucz do młodego człowieka?

Tak, to klucz. Przestańmy ciągle kruszyć kopie, tupać nogami. Bo temu światu (pojmowanemu według optyki biblijnej) bardzo zależy, by nas – Kościół – wciągnąć w taką walkę. I jeśli się na chwilę „zapomnimy”, tak nas w nią zaangażuje, że nie będziemy mieli czasu na głoszenie Ewangelii.

Pierwszy tydzień pontyfikatu Franciszka był nieustannym szukaniem haka na papieża z Argentyny…

Jak nie junta, to inne skandale. Gdzie by go dorwać? Na czym przyłapać? Jaka była reakcja Franciszka? Nie przejmował się tym. Robił swoje, czyli wskazywał na Jezusa. Nie bawmy się w odbijanie piłeczki – mówmy światu o zwycięstwie Jezusa, wprowadzajmy ludzi w doświadczenie żywego Boga. Przestańmy się tłuc. Ci z zewnątrz zawsze będą polować, szukać dziury w całym. Nas to powinno mało obchodzić. Od czasu do czasu (nie za często!) trzeba podnieść głowę i powiedzieć: „Nieprawda, gadasz głupoty”…

Ale ten rykoszet, to odbijanie piłeczki, nie może być motorem naszego działania?

Nie może. Bo wpadniemy w pułapkę, w błędne koło.

Jak mówić młodym o Bogu? Przyjeżdżają na rekolekcje wyluzowani, ze słuchawkami na uszach, bez noża na gardle. Da im się opowiedzieć historię na śmierć i życie?

Jasne. Wielu z nich ma na uszach słuchawki, zabawa wypełnia ich życie. Ale ogromna część chce czegoś więcej: przyjeżdża słuchać! Widzę, co dzieje się na naszych diecezjalnych rekolekcjach. Młodzi przyjeżdżają doświadczyć obecności żywego Boga. Biskup Pluta już 40 lat temu przekonywał nas: „Jeśli nie pogłębicie Kościoła ludowego, to przyjdą nowinki z Zachodu i wymiotą ludzi ze świątyń. Musicie przeprowadzić ludzi przez doświadczenie wiary”. Uchwyciłem się tych słów. Doświadczenie Boga to o wiele więcej niż tylko emocjonalne przeżycie: sięga aż do głębi doświadczenia duchowego.

To najczęstszy zarzut wobec działań charyzmatycznych: jazda na emocjach. Popłaczecie sobie, poklaszczecie, a potem wracacie do szarej codzienności…

Odpowiadam: „Nieprawda!”. Kto mówi do drugiego człowieka w smutnej melancholijnej tonacji takie cudowne słowa: „Wiesz, kocham cię”? Dlaczego przy takim wyznaniu nie mam rzucić się Bogu na szyję? Czemu nie mogę wzruszyć się przy Panu Jezusie? Pisze do mnie jedna dziewczyna: „Na spotkaniu w Dębowcu opowiadał ksiądz biskup o adoracji. Adoracja? Nuda! Dziesięciu minut nie mogłam wytrzymać. Ale po księdza słowach postanowiłam spróbować. Zaryzykowałam. Poszłam przed Najświętszy Sakrament. I ku mojemu zdziwieniu serce zaczęło bić mi mocniej, w oczach zrobiło się wilgotno, a kiedy zadzwonili na kolejne spotkanie, okazało się, że siedzę przed Jezusem bitą godzinę! Było mi straszliwie żal, że to się urwało, skończyło. Dziś – jestem studentką – nie wyobrażam sobie życia bez minimum godzinnej adoracji tygodniowo”. Poprzesuwaliśmy akcenty. Przyjaźń, miłość możemy przeżywać radośnie, a wiarę, relację z Bogiem jedynie śmiertelnie poważnie?

Czy my nie za dużo już o Nim wiemy? Tyle już przeczytaliśmy, słuchaliśmy setek kazań. Wiemy, jaki jest, i nie pozwalamy, by Jego Duch nas zaskoczył.

Nas w Koszalinie zaskoczył. Przecież nikt nie pisał takiego scenariusza! Przyznam szczerze – te rekolekcje zaczęły się w kaplicy biskupiej. Klęczałem i pytałem: „Co zrobić z jubileuszem diecezji?”. I przyszło światło: czterdzieści lat diecezji to dokładnie ten sam czas, w jakim Izrael szedł przez pustynię do Ziemi Świętej. Wejdźmy i my do naszej Ziemi Obiecanej. Wejdźmy w modlitwę. W diecezji rozpoczęliśmy szturm do nieba podjęty przez wielu ludzi. Trwał wiele miesięcy. Myślę, że gdyby nie on, nie byłoby tylu owoców tych zeszłorocznych rekolekcji i spotkania na stadionie. Nie można przyzwyczaić się do Pana Boga. Trzeba schować kalkulator i dać się zaskoczyć. Jasne, to wymaga odwagi, ale – zapewniam – warto. Nas zaskoczył.

Podczas gdy wielu kręciło głowami: „Cóż może być dobrego z Koszalina?”.

Patrzyłem na twarze naszych księży. Nas samych niezmiernie zdumiewało to, jak bardzo wybudzaliśmy się duchowo. Jak bardzo byliśmy zdumieni tym, co się stało. Otwieraliśmy szeroko oczy (od biskupów począwszy!). Nikt przecież tego nie planował. Te rekolekcje rozpoczęły się na normalnej (specjalnie używam tego słowa) adoracji. Prowadzący rekolekcje poprosił, bym ruszył między ławki z monstrancją i pobłogosławił księży. I tyle. Nic więcej. Powiedziałem: „Ojcze, dobrze, ale zanim ruszę pobłogosławić mych braci, proszę o modlitwę. Proszę o błogosławieństwo”. Nie czułem żadnych odlotów, żadnych wielkich poruszeń, choć jasne, że byłem szczęśliwy, widząc tak modlących się księży. I nagle osunąłem się na ziemię i doświadczyłem spoczynku w Duchu.

Jakie to uczucie?

Ogromnego ciepła, głębokiego pokoju, błogości, niezwykłej bliskości, a następnego dnia Ogrójca i bólu. Kiedy wstałem, wziąłem od ojca Enrique monstrancję i ruszyłem do księży. Paru z nich już leżało na posadzce… A ci mężczyźni to twardzi faceci, stąpający mocno po ziemi i pracujący przez lata na niełatwych parafiach. Oni nie są skłonni do tanich emocji, do sentymentalizmu. To nie są ludzie z grup charyzmatycznych… 190 chłopa… Skoro tak się stało, to znaczy, że ten znak był nam potrzebny.

Kapłan wychodzący z monstrancją do ludzi… Jezus ten sam, ale zmienia się optyka, relacja: mam Go na wyciągnięcie ręki!

Na spotkaniu młodzieżowym w Skrzatuszu wziąłem monstrancję i wszedłem między młodych ludzi. Niosłem Jezusa i błogosławiłem ich, kątem oka widziałem, że co pewien czas ktoś doznawał spoczynku. W ogromnej modlitewnej harmonii i bez żadnej sensacji… Szedłem tak z Panem Jezusem chyba z godzinę! „Po co wychodzić do ludzi?” – zapyta ktoś. Aby mieli Jezusa metr od siebie! By mogli spotkać się z Nim bardzo blisko, twarzą w Twarz!



Rozmowa Łukasza Kaźmierczaka z biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej Grzegorzem Rysiem, o belce podtrzymującej, nadzwyczajnej dyskrecji Ducha Świętego i bierzmowaniu bez szkoły.

Duch Święty – Bóg nieznany?

– Ostatnio ktoś mnie o to pytał, mówiąc o Duchu Świętym właśnie jako o „Wielkim Nieobecnym”. Musiałem zaprotestować i głośno mówić, że On jest Bogiem obecnym. Wszystko w Kościele dzieje się przecież mocą Ducha Świętego i wszystko w naszym życiu wiary dokonuje się Jego mocą – począwszy od samego aktu wiary i każdego aktu modlitwy. Św. Paweł pisze wręcz, że bez Ducha Świętego nikt z nas nie może powiedzieć, że jego Panem jest Jezus. Duch Święty modli się w nas. Ale rzeczywiście, jest w tym wszystkim pewien paradoks.

Paradoks?

– Owszem. Chodzi o zderzenie między absolutnym przekonaniem Kościoła, że wszystko dzieje się mocą Ducha Świętego, a doświadczeniem pewnej Jego niezauważalności. Modlimy się do Ojca, wiemy kim jest Jezus Chrystus, a Duch Święty jest przez nas jakby mniej zauważalny. Ale to jest poniekąd wpisane w osobowość Ducha Świętego.

Bo to Bóg dyskretny?

– Tak, ta Jego dyskrecja zawarta jest również w obrazie biblijnym, który często stosuje się do Ducha Świętego, czyli w obrazie wody. A woda, jak napisał św. Franciszek w Pieśni słonecznej, jest pokorna i czysta. Ta pokora bierze się stąd, że nie zauważamy wody, dopóki nie zaczyna nam jej brakować. Często podaję taki przykład: pijesz herbatę, ale nie mówisz, że pijesz herbatę z wodą, jesz rosół, ale nie pamiętasz, że to tłuszcz z wodą. A bez wody nic się nie da zrobić. Podobnie jest z Duchem Świętym w naszym życiu.

Kiedy zaczynamy zauważać Jego brak?

– Wtedy, kiedy brakuje nam owoców Ducha Świętego: przestajemy być łagodni, cierpliwi, uprzejmi, albo jesteśmy bardzo głęboko uwikłani w grzech, który determinuje w nas rozmaite złe postawy. Wtedy dopiero widzimy, że sami z siebie nie dajemy rady i próbujemy otworzyć się na Ducha Świętego.

Mimo wszystko prowokacyjnie zapytam: mamy chrzest św., mamy Eucharystię – po co nam jeszcze bierzmowanie?

– To tak jakby zapytać, czy potrzebna była Pięćdziesiątnica. Czy nie wystarczy sama śmierć i zmartwychwstanie Pana Jezusa? Odpowiadam: nie, nie wystarczy. Bo Pięćdziesiątnica jest tym momentem, kiedy owoce męki i śmierci Pana Jezusa są niejako aplikowane do każdego człowieka. Ona ma otworzyć nas na te wszystkie miejsca, w których Duch Święty jest, w których działa i w których do nas przychodzi. Ostatnio odnalazłem bardzo piękny tekst Grzegorza Wielkiego. Pisze on, iż Duch Święty sprawia, że wszystko to, co uczynił i powiedział Jezus Chrystus, my wreszcie przyjmujemy do wnętrza.

I co powinniśmy z tym dalej zrobić?

– Duch Święty umacnia nas i dopełnia. Owo umocnienie dotyczy przede wszystkim rzeczywistości posłania, dawania świadectwa. I chyba właśnie to podkreśla się najczęściej, mówiąc, że sakrament bierzmowania jest nam dawany ku wyznawaniu wiary. Nie tyle do jej przyjęcia, co do jej wyznania. A to są dwie różne rzeczy.

W języku polskim najbliżej bierzmowania jest słowo „bierzmo”, czyli belka podtrzymująca.

– To dobre słowo, dające pewne wyobrażenie o istocie sakramentu bierzmowania. Zwłaszcza jeśli ktoś takie bierzmo zobaczy na własne oczy. Można jeszcze takowe obejrzeć w niektórych starych domach. W Krakowie widziałem bierzmo w jednej z kamienic na ulicy Kanoniczej – to właśnie taka potężna belka, która podtrzymuje cały strop i stanowi kluczowy element jego konstrukcji.   

I to jest, zdaje się, najlepsza odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie o celowość bierzmowania.

– Tak, tak, bez tego nic się nie utrzyma. Wszystko wisi w próżni.

Ksiądz Biskup nie lubi, kiedy o bierzmowaniu mówi się „religijna matura” albo „świadectwo religijnej dojrzałości”?

– Nie, to są skojarzenia najgorsze z możliwych. Jeśli traktujemy ten sakrament właśnie jako swego rodzaju maturę, to go ustawiamy w zupełnie fałszywej perspektywie czegoś na kształt nagrody za wypełnione zadanie.

Z reguły wygląda to tak, że najpierw jest kilka lat przygotowań katechetycznych, potem następuje jakaś forma egzaminu, wypełnienie pewnych zobowiązań religijnych, udział w określonych nabożeństwach. Jeśli ktoś to wszystko wypełni, wówczas otrzymuje zaświadczenie o „dojrzałości religijnej”, czyli właśnie sakrament bierzmowania. To jest złe myślenie, dlatego, że ten człowiek ma poczucie, ze „zasłużył” sobie na dar Ducha Świętego. Mamy więc do czynienia z jakimś rodzajem symonii – mniej czy bardziej świadomej – poczuciem, że „kupiłem” sobie ten sakrament takimi czy innymi zasługami.

I wtedy robi się niebezpiecznie handlowo…

– Dlatego też, jeśli w ogóle możemy mówić o jakiejś „cenie” za to, że otrzymaliśmy Ducha Świętego, to jest nią śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. „Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was” (J 16, 5–11) – mówi Chrystus Pan. Bardzo pięknie napisał o tym Jan Paweł II w Dominum et vivificantem, stwierdzając, że Duch Święty jest nam dany właśnie za cenę odejścia Jezusa Chrystusa.

I jeszcze jedna ważna rzecz: owo postrzeganie bierzmowania w kategoriach „świadectwa religijnej dojrzałości” może prowadzić także do błędnego myślenia, że skoro wszedłem na taki wysoki szczyt, to teraz mam prawo sobie odpocząć. A to jakoś ogranicza dalszą perspektywę.

Jakie jest antidotum na tego typu błędne myślenie?

– Przeżycie sakramentu bierzmowania jako sakramentu obdarowania. Otrzymuję wielki dar, który z jednej strony wymaga ode mnie jakiejś wzajemności i odpowiedzi na niego, ale z drugiej jest to dar, który mnie uruchamia, wyzwala we mnie nowe, nieznane wcześniej możliwości.

Nam jest potrzebne właściwe rozumienie Pana Boga działającego w sakramentach. Bo sakrament to widzialny znak niewidzialnej łaski, a układając go na poziomie handlu wymiennego, samo pojęcie „łaski” czynimy bezsensownym. Mówimy łaska, ale myślimy zasługa. I to jest poważny problem, ponieważ dotyka całego naszego pojmowania Pana Boga.

Wracamy zatem do kwestii dobrego przygotowania do bierzmowania.    

– Ale nie chodzi tutaj wcale o to, aby nagle całkiem zrezygnować ze wspomnianego wcześniej przygotowania katechetycznego. Kandydatowi trzeba pokazać, że wszystkie te rzeczy, które musi „zrobić” czy „zaliczyć”, nie są ceną za otrzymanie bierzmowania, ale mają go po prostu otworzyć na przyjęcie Ducha Świętego.

My jesteśmy za bardzo przyzwyczajeni do tej formuły, że sakramenty działają własną mocą. Owszem, tak, ale szklanka, która jest zakryta, nigdy nie będzie napełniona. Nawet jeżeli wylejemy na nią pięć litrów wody, to i tak do tej szklanki nic się nie przedostanie.

Bez otwarcia człowieka ani rusz?

– Ani rusz. I dlatego tak ważne dla każdego kandydata jest osobiste doświadczenie Boga, rozumienie Go, wejście z Nim w relację, w komunię. A dokąd nie ma tego doświadczenia, to jesteśmy w kropce.

Ale w tłumie kandydatów do bierzmowania trudno o jakieś głębsze przeżycia.

– Jestem przekonany, że to przygotowanie powinno mieć coraz bardziej

zindywidualizowany i personalny charakter. Im bardziej się zejdzie na poziom osobisty, tym lepiej. Ostatecznie chodzi tu przecież o osobiste spotkanie z Panem Bogiem. I to się gdzieniegdzie już dzieje. Całkiem niedawno miałem dwa takie doświadczenia. Pierwsze: w jednej z parafii krakowskich prowadzone było seminarium Odnowy Wiary i w jego ramach siedmiu mężczyzn przygotowywało się właśnie do przyjęcia sakramentu bierzmowania – najstarszy z nich był ponad siedemdziesięcioletni, najmłodszy dwudziestoletni. To było ogromne bogactwo, oni mogli wzajemnie przekazywać sobie własne doświadczenia, pokazywać, jakie są wyzwania wieku młodego, a jakie starszego. To było piękne doświadczenie wspólnoty.

A druga sytuacja?

– Bierzmowałem w Holandii wśród tamtejszej Polonii, również w bardzo zróżnicowanym wiekowo gronie kandydatów. Co charakterystyczne, w takiej sytuacji nikt jakoś nie mówi, jakie te  przygotowania są ciężkie i wymagające. I właśnie w Holandii słyszałem o młodym człowieku, który jeździł co tydzień na katechezy, trzykrotnie przesiadając się z pociągu w pociąg, żeby tylko na nich być. Jeżeli teraz powiedziałbym młodym ludziom, którzy u nas w Polsce idą do bierzmowania trochę na zasadzie obowiązkowej – bo są akurat w klasie, w której jest bierzmowanie – że mają pokonać takie przeszkody, no to zaczęliby się śmiać.

I to wniebogłosy…

– Dlatego też potrzebne jest podejście personalistyczne, a kluczem jest właśnie to, co się nazywa ewangelizacją. Ewangelizacja jest skierowana do osoby, a nie do klasy. I myślę, że trzeba zrobić wszystko, żeby przygotowanie do bierzmowania i samo bierzmowanie nie kojarzyło się jednoznacznie ze szkołą. Nawet jeżeli dzieje się to w określonej grupie wiekowej, to wyraźnie trzeba pokazywać, że to jest przygotowanie, które dokonuje się we wspólnocie wiary, jaką jest parafia. To nie może być tak, że przygotowanie odbywa się wyłącznie poprzez szkolną katechezę.

Jeszcze jakieś inne „zabezpieczenia”?

– Bp Edward Dajczak słusznie zauważył niedawno, że co drugie spotkanie przygotowujące do bierzmowania powinno mieć charakter modlitewny. Bo jeżeli tego nie ma, to zabieramy młodemu człowiekowi doświadczenie Pana Boga. Przy czym ten „charakter modlitewny” nie musi oznaczać od razu takiego czy innego nabożeństwa. Warto zastanowić się, jakie formy modlitwy są rzeczywiście tym młodym ludziom potrzebne. Oni tak naprawdę potrzebują szkoły modlitwy, a nie „zaliczenia” jednego czy drugiego nabożeństwa.

Może za mało mówimy też o darach Ducha Świętego? A przecież to jest nasz „zysk”.

– Zyskiem jest sam Duch Święty. Kluczem do naszej wiary jest słowo obietnica – i tak jest od czasów Abrahama. Tak, Abraham jest człowiekiem obietnicy, któremu Bóg obiecał ziemię i potomstwo. I to go popchnęło do wyjścia z Ur chaldejskiego. A dla nas obietnicą jest sam Duch Święty. Chrystus mówi: „Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca” (Łk 24, 49).

Wspomnianym „zyskiem” jest wszystko to, co komunia z Bogiem w Duchu Świętym może wygenerować z człowieka – przede wszystkim postawa miłości, tej, która się nazywa agape. A to jest obietnica absolutnie wyjątkowa.

I wyjątkowa Miłość

– Bardzo pięknie opisuje to Benedykt XVI w Deus caritas est. Człowiek ma doświadczenie miłości, której nikt nie musi go uczyć. Bo czy ktoś poucza dziadków, jak się kocha wnuki? Albo czy ktoś musi uczyć miłości dwojga zafascynowanych sobą młodych ludzi?

Ale jest też miłość, której się człowiek nie nauczy, nie wyćwiczy w sobie. To jest miłość w stosunku do nieprzyjaciół, miłość, jaką potrafią okazać męczennicy swoim mordercom. Taka miłość przekracza zwyczajne ludzkie zdolności. Ona jest nam dawana przez Ducha Świętego. I Kościół zawsze miał poczucie, że to jest doświadczenie obdarowania.

Słyszałem jedno z kazań, kiedy Ksiądz Biskup mówił bierzmowanym o męczeństwie św. Perpetui i św. Felicyty. W kościele była cisza jak makiem zasiał.

– A jeszcze większa cisza panuje, kiedy opowiada się np. o św. Cyprianie albo św. Polikarpie, po którego przyszli żandarmi, a on ich przyjął kolacją. Zawsze jest cisza, kiedy się mówi o męczennikach.

My właściwie przeżywamy dziś to, czego doświadczał starożytny Kościół, który nieraz w trakcie liturgii czytał po prostu stenogramy z przesłuchań albo suche relacje o męczeństwie, bez żadnej dodatkowej teologicznej refleksji. I to działało samo przez się. Dlatego też potem władze rzymskie kazały natychmiast konfiskować te zapisy, wiedząc, że to jest prawdziwa iskra na proch.

I pomyśleć, że niektórzy nazywają bierzmowanie „sakramentem z opóźnionym zapłonem”.

– Przyjęcie Ducha Świętego jest jednorazowe, ale nie dokonane raz na zawsze. To nie jest statyczne doświadczenie – ta Woda jest żywa, ciągle przynosi coś nowego. W tym sensie nie jest to opóźnione działanie, tylko nieustanne działanie. Wzmacniające i narastające – tak jak woda ze źródła robi się w końcu rzeką albo wodospadem.

 

 

 

 
   Copyright 2007-2009 by Parafia Pruślin