Boża recepta

Categories: | Author: bartekg | Posted: 2008-09-14 | Views: 3411

     „W owych dniach podczas drogi lud stracił cierpliwość”. Te słowa rozpoczynają dzisiejsze pierwsze czytanie.

Skąd my to znamy? To przecież o nas. I my przeżywamy takie właśnie chwile. Czasem przychodzą zupełnie niespodziewanie. Czasem zbierają się w nas od dawna. Ale zawsze są wywołane jakimiś trudem, przykrością, problemem. Tracimy cierpliwość. Wybuchamy. Najczęściej ten wybuch skierowany jest wobec drugiego człowieka. Ale – często także wobec Boga.
     Prędko jednak doświadczamy tego samego, czego doświadczyli Izraelici na pustyni. Takie wybuchy zniecierpliwienie wobec człowieka, czy jeszcze bardziej wobec Boga są dla nas samych szkodliwe. Niczego nie załatwiają, a jeszcze pomnażają nasze problemy. Bo do kłopotu, który już i tak był dochodzą nowe: rozgoryczenie, niepokój sumienia. I są jak te węże o palącym jadzie, o których mówi Księga Liczb. Mogą nawet być śmiertelnym zagrożeniem dla naszego życia duchowego.
     Bóg, który ciągle towarzyszy nam swoją miłością, nie zostawia nas samych z tymi wszystkimi sprawami. To tylko nam się czasem wydaje, że już jest nam tak strasznie źle. Ale kiedy zaczynamy się niecierpliwić, kiedy zaczynamy robić wyrzuty Bogu, prędko się przekonamy, że to droga donikąd. Więcej, że to droga do duchowej zagłady. Że może być jeszcze gorzej!
     Bóg, w osobie Syna Bożego, „przyjął postać sługi i stał się podobnym do ludzi/.../, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej”.
     Bóg nie jest źródłem naszych kłopotów i cierpień. Niektóre z nich wprowadzamy w nasze życie sami, inne pozostaną tajemnicą naszej doczesności. Ale to nie Bóg jest im winien. I poprzez zrzucanie winy na Niego, czy też nawet na drugiego człowieka, niczego nie osiągniemy.
     Niestety, zagrożeniem, którego najbardziej powinniśmy się obawiać, jesteśmy my sami, wtedy gdy pozwalamy kierować sobą temu, co w nas słabe i złe. Najczęściej to my sami, z naszymi wadami i nieuporządkowanym sumieniem, jesteśmy dla siebie najcięższym krzyżem.
     Ale i tu przychodzi do nas Dobra Nowina. „Tak Bóg umiłował świat (czyli każdą i każdego z nas z osobna), że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. Ale na tym jeszcze nie koniec! Bo „Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, żeby go potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.
     Zamiast się niepokoić, niecierpliwić, denerwować na siebie nawzajem i na Pana Boga, powinniśmy się postarać po prostu Mu zaufać. Nie jest to takie proste, to prawda, ale każde inne działanie zawsze, prędzej czy później, obróci się przeciwko nam.

ks. Janusz Giera

Bookmark and Share

Return to previous page
   Copyright 2007-2009 by Parafia Pruślin