Popatrz czasem w niebo

Categories: | Author: Kamil Grzeda | Posted: 2008-03-14 | Views: 4235

     Jakiś czas temu obejrzałem film. Nazywał się "Jasminum". Reżyserował Jan Jakub Kolski. A potem obejrzałem go jeszcze raz. I na pewno wrócę do niego niebawem. W jednej ze scen brat Zdrówko, klasztorny kucharz, tłumaczy świętemu Rochowi, dlaczego od czasu do czasu podnosi prosiaki ku górze. Robi to, żeby pokazać im niebo. A same nie mogą nieba zobaczyć, bo mają zbyt krótkie szyje, wyjaśnia świętemu inna bohaterka filmu, mała Gienia.

     Dlaczego wspominam tę scenę? Mocno zapadła mi w pamięć. I jakoś tak sama wplątała się w to zamyślenie o tajemnicy Wniebowstąpienia Pana Jezusa.
     Dzieje Apostolskie w bardzo plastyczny sposób opisują ostatnie spotkanie Chrystusa z Apostołami. Jezus unosi się ku obłokom, po chwili znika z pola widzenia uczniów, a oni długo stoją z głowami zadartymi ku górze. Aż wreszcie musi pojawić się anioł z upomnieniem: "Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba".
     Chrześcijaństwo jest religią oczekiwania. Wtedy, tam, w dniu Wniebowstąpienia, zaczęło się nasze wielkie czekanie na powtórne przyjście Zbawiciela. Po to jednak, by to czekanie było sensowne, musi być umiejętnie wpisane w naturalny rytm doczesnego życia.
     Nie da się żyć z głową wiecznie zadartą ku górze. To fałszywy i niebezpieczny sposób pobożności. Człowiekowi tak pojmującemu czekanie na spotkanie z Panem obce staje się wszystko to, co go tu na ziemi otacza. Nic go nie interesuje, w nic się nie angażuje, z wyjątkiem troski o własną doskonałość. To czekanie z głową w chmurach było już problemem jednej z pierwszych gmin chrześcijańskich w Tesalonikach. Trzeba było interwencji świętego Pawła, żeby sytuacja mogła ulec uzdrowieniu.
     We wspomnianym już wcześniej filmie oznakami świętości naznaczony zostaje nie zapatrzony wyłącznie w siebie, lewitujący brat Czeremcha, ale zupełnie ktoś inny.
     Na przeciwległym biegunie pojawia się inna postawa. Kto wie, może jeszcze bardziej niebezpieczna od tej pierwszej. Polega ona na uporczywym wpatrywaniu się tylko i wyłącznie w sprawy doczesności. Człowiek tak angażuje się w sprawy materialne, że w ogóle przestaje interesować się sferą duchową. Nie wyrzeka się Boga. Co to, to nie. Po prostu żyje tak, jakby Boga nie było. Jak twierdzi, nie ma czasu na "klepanie zdrowasiek i chodzenie do kościoła", bo z tego żadnego pożytku nie ma. Ma ważniejsze sprawy na głowie.
     Jezus powiedział o sobie, że jest "Drogą". Całym sobą ukazał wartość spraw tego świata, potrzebę ich dostrzegania, przy jednoczesnej trosce o to, co daleko wykracza poza wymiar doczesności. I to jest recepta na nasze chrześcijańskie oczekiwanie. Złoty środek, który polega na umiejętnym połączeniu normalnego rytmu codzienności z troską i dbałością o świat spraw duchowych.
     Na krótko przed Wniebowstąpieniem Zbawiciel obiecał swym uczniom Ducha Świętego i powiedział im, że staną się Jego świadkami i w Jerozolimie, i "aż po krańce ziemi".
     Tym właśnie ma być nasze ziemskie wędrowanie - nieustającym świadczeniem o Jezusie. A to będzie się realizowało tylko wtedy, gdy dobrze odczytamy nasze powołanie, czyli konkretny sposób dawania świadectwa, jaki nam wyznaczył nasz Stwórca. Realizacja tegoż powołania staje się możliwa tylko wtedy, gdy do jego wypełnienia zaangażujemy całych siebie, i w warstwie materialnej, i w warstwie duchowej.
     Po raz trzeci wrócę do filmu Jana Jakuba Kolskiego. W ostatniej scenie zewnętrznymi znakami świętości (w postaci stygmatów) obdarzony zostaje klasztorny kucharz, brat Zdrówko. Ten sam, który oprzątając prosiaczki, nie zapominał o pokazywaniu im nieba.
     Chrystus odchodzący z tego świata obiecał, że "będzie z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata". A to oznacza, że każdy dzień jest przepojony Jego obecnością z nami, dla nas i przy nas. Nic, co nas spotyka tu, w doczesności, nie jest przypadkiem, nie jest pozbawione właściwego sobie sensu, choć nie zawsze ten sens potrafimy dobrze odczytać. Twardo stąpając po ziemi, pamiętajmy, by też, od czasu do czasu, popatrzeć w niebo. Każdy kolejny dzień jest krokiem zbliżającym nas do naszego "wniebowstąpienia".
     A tak jeszcze na marginesie, gorąco zachęcam do obejrzenia filmu "Jasminum". Myślę, że nie będzie to stracony czas.

ks. Janusz Giera

Bookmark and Share

Return to previous page
   Copyright 2007-2009 by Parafia Pruślin